Małe czy duże wesele?

W dzisiejszych czasach coraz częściej Młode Pary rezygnują z organizowania wesel. „Ślub? Ok. Wesele? Niepotrzebne wydawanie pieniędzy, lepiej przeznaczyć je na pierwszą ratę za mieszkanie…”. Nie jest to głupie podejście, chyba nawet wolę takie niż postawę „zastaw się, a postaw się”. Żeby było jasne, ja nie mam nic przeciwko dużym i hucznym weselom. Ogólnie nie mam nic przeciwko weselom. Są super, często dopięte na ostatni guzik w każdym szczególe, wymarzone, idealne. Zarówno Młodzi jak i ich goście świetnie się bawią. To w końcu ich wyjątkowy dzień i nie ukrywajmy, niejednokrotnie wyjątkowa okazja, żeby spotkać się z całą rodziną czy znajomymi. Po prostu razem świętować i radować się.

Z perspektywy osoby, która ma okazję bacznie obserwować naprawdę dużo wesel/uroczystości weselnych muszę stwierdzić, że zarówno małe jak i duże mają swoje plusy i minusy. Wiem, to nie jest odkrywcze, ani zaskakujące stwierdzenie. Jednak chciałabym tutaj podkreślić, że małe kameralne wesele naprawdę w niczym, totalnie w niczym nie jest gorsze niż takie, na którym sala pęka w szwach. Ma ono taki intymny klimat i ludzie wcale nie bawią się na nim jakoś mniej, a wręcz nawet bardziej. Pamiętam jak pierwszy raz przyszło mi być na takim właśnie weselu. Moje myśli? No nie…będzie nudno, drętwo, oj słabo…jak ja przeżyje tę noc? I jakież wielkie było moje zdziwienie, gdy tak marnie zapowiadająca się impreza nie miała dosłownie końca! Myślę, że wpływ na to może mieć fakt, że ludzie nie czuja się przytłoczeni, skrępowani. Para Młoda ma też większy kontakt z gośćmi, mają czas z każdym choć chwilę porozmawiać, co nie jest takie proste w przypadku dużych przyjęć. Nie umykają im szczegóły, które często giną gdzieś w tłumie dużych imprez. No i oczywiście kwestia finansowa. Przyszli małżonkowie decydują się na skromną uroczystość często właśnie z powodu kosztów. Jeśli jednak ta noc ma być dla nich wyjątkowa, to taka właśnie będzie, bez względu na cokolwiek. W momencie, kiedy dla Młodych kwestia pieniędzy nie jest przeszkodą to często decydują się na zorganizowanie dużego wesela. Takowe również ma swój niepowtarzalny klimat. Dużo ludzi, całe rodziny, nie tylko najbliżsi obydwu stron się poznają. No co tu dużo mówić, to ma po prostu klimat takiej imprezy życia z prawdziwego zdarzenia. Chcę jednak zaznaczyć, że to nie ilość gości świadczy o dobrej zabawie, tylko ich nastawienie, chęć do tej zabawy. Ludzi może być milion i mogą „zamulać” przy stołach, podczas kiedy dwadzieścia osób tak się rozkręci, że jedna noc to za mało.

Uważam, że przy decyzji jaką formę ma przybrać świętowanie tego ważnego dnia powinno się realnie przemyśleć czego się oczekuje i jakie ma się środki, żeby to uzyskać. Wchodzenie w kredyty na organizację wesela jest w moim przekonaniu totalnie bez sensu. A tak jak mówię, zarówno mała jak i duża impreza naprawdę w tym ważnym dniu jest imprezą życia.rir_222

Reklamy

Czy mamy wpływ na pogodę?

Bezchmurne niebo i słońce czy deszcz i brzydka aura…trudno przewidzieć jaka będzie pogoda w dniu ślubu, gdy w dzisiejszych czasach tę uroczystość najczęściej planuje się z dużym wyprzedzeniem. Można zakładać, że w czerwcu będzie ciepło, natomiast we wrześniu może być różnie. Pogoda coraz częściej nas zaskakuje. Chłodne lato, później nagle upał z początkiem jesieni. Jednym słowem, wielka niewiadoma. Pary Młode łapią się wszelkich sposobów, które mają sprawić, że tego dnia natura będzie im sprzyjać. Na przykład przyszła Panna Młoda wystawia swoje buty na parapet, co ma zapewnić ładną pogodę w dniu ślubu. Jest to tylko dość zabawny przesąd. Gdy widzę tak postawione obuwie to kojarzy mi się to tylko z tym, że najwidoczniej wymagało ono wietrzenia 😀 Generalnie temat pogody często przewija się w rozmowach przyszłych małżonków. Trzeba przecież dobrać odpowiedni strój i dograć wszelkie szczegóły. O ile mężczyźni luźniej podchodzą do tego zagadnienia, o tyle kobiety martwią się, myślą, analizują, wymyślają tysiące scenariuszy na każdą ewentualność…po prostu się tym stresują, bo przecież chcą, żeby było idealnie, a na pogodę człowiek nie ma wpływu…no właśnie…nie ma? Czy na pewno? Powiem tak: za każdym razem mówię sobie, że nic mnie już nie zaskoczy. Potem okazuje się, że jednak się myliłam…Pewnego razu, gdy odbywałam rozmowę z przyszłą Parą Młodą to temat mimowolnie zszedł na warunki klimatyczne. Tylko czekałam na ten specyficzny, zatrwożony wzrok damskiej połówki moich rozmówców. No i spotkało mnie nie lada zdziwienie, gdy ona uśmiechnęła się i ze spokojem powiedziała, że o to się nie martwią, mają na to sposób. Nie ukrywam, że zaintrygowało mnie to i zaczęłam wnikać, cóż takiego kryje się za tym tajemniczym uśmiechem. Otóż…armatki rozganiające chmury! Powtórzyłam to sobie w głowie jeszcze kilka razy, armatki rozganiające chmury, ARMATKI ROZGANIAJĄCE CHMURY! No tego się nie spodziewałam, czego to ludzie nie wymyślą. Przyszła Panna Młoda zaczęła opowiadać, że jest to metoda rozpędzania chmur stosowana np. przez rolników (w trosce o uprawy). Nie najtańsza metoda…no ale czego się nie zrobi, żeby było idealnie. Idealnie w pełnym tego słowa znaczeniu. Powiem tak, wzbudziło to we mnie dość…ambiwalentne odczucia. Szczerze mówiąc nieco mnie to rozbawiło, ale z jednej strony może i fajnie, że jest taka opcja. Z drugiej zaś strony czy to już nie zakrawa o przesadę?dsc_26512.jpg.jpgFoto by me. Pewnego słonecznego, prawie bezchmurnego dnia…:)

Ślub cywilny w plenerze? Jestem na tak!

Ślub cywilny…ongiś zawierany w urzędach lub pałacykach ślubów…dziś coraz częściej zawierany w innych miejscach. Czasem wyobraźnia przyszłych małżonków nie zna granic. Jedyne kryteria, które muszą być spełnione to zachowanie uroczystej formy i bezpieczeństwo uczestników. Młode Pary coraz częściej decydują się na zorganizowanie tej jakże ważnej w ich życiu uroczystości w cichym, pięknym i urokliwym miejscu w plenerze. Można tam stworzyć niepowtarzalny, wymarzony, wręcz bajkowy klimat. Osobiście uważam, że o sukcesie decydują szczegóły, nie przerost formy nad treścią. Nie chodzi o to, by naczepiać tysiące kolorowych baloników, żeby goście się o nie zaczepiali. Wystarczy kilka, rozmieszczonych ze smakiem i od razu miejsce nabiera uroczystej atmosfery, a nie jarmarcznego bałaganu. Z bardzo ciekawym pomysłem aranżacji otoczenia do ślubu cywilnego spotkałam się kilka tygodni temu. Łono natury, piękny słoneczny dzień (tak, tak, pogoda odgrywa tu ogromną rolę, jednak na nią Młodzi wpływu nie mają…tak myślałam do pewnego czasu, ale o tym innym razem), zielona i zadbana trawa, stary rower z bukietem kwiatów na bagażniku gdzieś w tle, stara maszyna do szycia, trochę siana tu i ówdzie, latarenki, dźwięki instrumentów smyczkowych, w tle konie…bajka. Ten cały klimat przenosił gdzieś zupełnie indziej, ale był bardzo uroczysty, finezyjny, taki z klasą i w dobrym guście. O tym wszystkim zaważyły właśnie szczegóły. Ta stara maszyna do szycia, ten kosz z oranżadą Krynka, dla spragnionych. W upalny i słoneczny dzień to naprawdę świetny pomysł, żeby zadbać o swoich gości i pod tym względem. Po tym ślubie miałam jednak refleksje, co by było, gdyby pogoda nie dopisała? Gdyby było pochmurno i padał deszcz? Ale i na to było rozwiązanie. Obok była sala, w podobnym klimacie i uroczystość pewnie odbyłaby się właśnie tam. I ten aspekt był przemyślany. Dlatego organizując cokolwiek w plenerze warto się w ten sposób zabezpieczyć na wypadek, gdyby pogoda sprawiła psikusa. Podsumowując…uważam, że ślub cywilny w plenerze jest bardzo fajnym pomysłem i ciekawą opcją, ponieważ w żadnym budynku, ani urzędzie nie uzyskamy takiej atmosfery jak na świeżym powietrzu. Warto jednak nie przesadzać ze wstążeczkami, balonikami i tego typu gadżetami, które w pewnym momencie zaczynają przesłaniać Parę Młodą, skupiając na sobie większą uwagę niż oni. Przecież nie o to chodzi. Te wszystkie gadżety mają tę uroczystość „dopieścić'” od strony wizualnej, a nie odgrywać pierwszoplanową rolę i wpadać gościom pod nogi. Nie tędy droga…W tej sytuacji naprawdę lepszy jest umiar, niż przerost formy nad treścią 🙂 2016-09-19

Ozdoba Kościoła. Przepych czy minimalizm?

Zauważam, że Młode Pary kładą coraz większy nacisk na to, żeby świątynia, w której powiedzą sobie „TAK” była jak najpiękniej przystrojona. To naturalne. W tym najważniejszym dniu chcą, żeby wszystko było idealne i zapięte na ostatni guzik. Pojawia się coraz więcej firm świadczących usługi w tym segmencie, więc jest z czego wybierać. No właśnie, co wybrać? Czy postawić na przepych, który jest widoczny np. w prawie każdym amerykańskim filmie romantycznym kończącym się ślubem i hucznym weselem, czy może minimalizm? Kwestia gustu i preferencji…

Ostatnim najczęstszym trendem, który zauważam jest zapalanie świeczek wzdłuż środkowej nawy, którą idzie Para Młoda do Ołtarza. Wygląda to ślicznie, stwarza klimat…bajka. Ale czy to jest praktyczne? Wyobraźmy sobie: Panna Młoda ma śliczną suknię, rozłożystą…idzie w kierunku Ołtarza nieco zestresowana (tysiąc myśli na sekundę… czy się nie wywróci, czy wygląda idealnie, czy makijaż nie spływa, czy każdy loczek jest wywinięty w odpowiednią stronę). Idzie…i…niefortunnie jedna z warstw jej pięknej sukni zahacza o jeden tyci płomyczek. I wtedy się dzieje! Pół biedy, gdy świeczki wstawiane są w szklane osłonki, które w jakiś sposób chronią przed taką sytuacją. Jednak często spotykam się z rozkładaniem bezpośrednio na podłodze wkładów do podgrzewacza…za każdym razem, gdy Młodzi idą do Ołtarza to dosłownie wstrzymuję oddech. Albo dzieci, które często są trudne do okiełznania i biegają po całym Kościele…No ale każdy robi jak uważa 🙂 Kolejnym trendem, który jest dość często spotykany, jest rozwijanie białego/ecru dywanu wzdłuż środkowej nawy. To może naprawdę ślicznie wyglądać pod warunkiem, że: nie jest on zrobiony z jakiejś fizeliny, w którą pani w kwiaciarni zawija kwiatki, nie jest pognieciony albo przybrudzony po poprzednim ślubie. Warto się wcześniej zorientować co i jak 🙂 Do standardu ozdoby Kościoła należą zwykle wstążeczki przyczepione po bokach do ławek. Wstążeczki są ok, mniej podobają mi się poprzyczepiane po bokach materiały, które blokują wejście do ławki z jednej strony. Ale tu również jak kto woli 🙂

Moim zdaniem najładniej i przede wszystkim ponadczasowo wyglądają delikatne ozdoby. Ładna wiązanka pod Ołtarzem w jakiś sposób nawiązująca do wiązanki Młodej, delikatnie przybrane klęczniki i krzesła, wstążki czy kokardki po bokach ławek. Rzadko ale jednak spotykam się z sytuacją, gdy Młodzi totalnie rezygnują z ozdoby Kościoła. I to też jest ok, ale pod warunkiem, że krzesła, na których mają siedzieć są w miarę…ładne. Nie w każdym Kościele są reprezentacyjne, ładne krzesła. W takim wypadku lepiej jednak zainwestować w ozdoby 😉

Podsumowując: czy wybierzecie przepych w amerykańskim stylu, skromny minimalizm, czy też totalny brak jakichkolwiek ozdób…to i tak będzie pięknie! Bo to będzie Wasz dzień i Wam ma się podobać najbardziej a nie cioci piąta woda po kisielu od strony dziadka! 🙂

Witam!

Pierwszy post…post, do którego pewnie będę powracała co jakiś czas z łezką w oku. Właśnie tak to się zaczęło…

Na wstępie chciałabym się przywitać ze wszystkimi. Z tymi, którzy trafią tu przypadkiem i z tymi, którzy zawitają tu celowo…z tymi, którzy będą tu przez chwilę i z tymi, którzy  zdecydują się bardziej wgłębić w treść. Mam nadzieję, że lektura tego bloga będzie dla Was lekka i przyjemna, momentami zabawna, skłoni do dyskusji a zarazem stanie się skarbnicą inspiracji. Jakich inspiracji? Już tłumaczę…

Jestem osobą płci żeńskiej (jak można to było zauważyć kilka zdań wcześniej), która praktycznie co tydzień bywa na ślubach i weselach. Wynika to z tego, że jestem związana z branżą ślubno-weselną już od kilku ładnych lat. Co takiego robię? Na razie niech pozostanie to słodką tajemnicą 😉 Ważne jest to, że mam możliwość bacznej obserwacji tego co dzieje się podczas tych jakże ważnych uroczystości w życiu człowieka. Śledzę bieżące trendy, pomysły…niejednokrotnie naprawdę oryginalne i szalone. Już od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie, żeby zacząć się tym w jakiś sposób dzielić. Padło na bloga. Pomyślałam, że sama z chęcią poczytałabym o tym co fajnego można zorganizować na własnym ślubie i weselu, zaczerpnąć jakiejś ciekawej inspiracji lub po prostu dowiedzieć się czego lepiej unikać bo to raczej chała niż lans. Chciałabym zaznaczyć, że będę piała o tym wszystkim z mojej perspektywy i na podstawie moich prywatnych odczuć i obserwacji. Każdy oczywiście ma inny gust i upodobania. To świetnie! Zapraszam do konstruktywnej dyskusji 🙂